15.03.2015
Dziś nareszcie pobiegałam, pierwszy raz po chorobie. Mój M. pojechał ze mną do lasu, sam coś tam robił przy samochodzie a ja w tym czasie sobie biegałam. Umówiliśmy się za godzinę.
Pobiegłam tam, gdzie zwykle, tylko tym razem mnie poniosło i postanowiłam pobiec dalej aby zobaczyć dokąd prowadzi ścieżka a nie wrócić się w tym miejscu co zwykle. Chciałam zrobić takie koło, tylko trochę mi nie wyszło 🙂 Wiem już, że ścieżka prowadzi do drogi z Olsztyna na Biskupice ale nie dobiegłam tam, jakiś kilometr przed tą drogą, skręciłam aby to kółko zrobić. Tylko tak za bardzo nie wiedziałam, gdzie biegnę 🙂 Już wiedziałam, że trochę nie w tym kierunku i skręcić powinnam znacznie wcześniej. I tak sobie błądziłam aż gdzieś w końcu wybiegłam. Okazało się, że znalazłam się na Skrajnicy 🙂
Ponieważ minęła już godzina, zadzwoniłam po „wóz techniczny” 🙂 całe szczęście miałam przy sobie telefon. M. przyjechał po mnie i tak zakończyła się moja dzisiejsza wycieczka krajoznawcza.
Przebiegłam 9 km. Fajnie mi się biegło aż do momentu, kiedy zaczęły boleć mnie kolana po zewnętrznej stronie. Musiałam przechodzić do marszu. Od razu przyszło mi do głowy ITBS czyli syndrom pasma biodrowo-piszczelowego, który bardzo często tak właśnie się objawia… Tylko dlaczego? To nie przeciążenie, bo przecież nie biegałam ostatnio, więc organizm odpoczął, dziś nie szalałam, biegłam spokojnie, nawet się nie zmęczyłam… Po powrocie do domu rolowanie, wieczorem zimne okłady, fastum, ketonal… Zobaczymy co to da…




